Oldsql music – Odcinek 4.

Tydzień temu odcinka nie było, bo się uczyłem i to ostro, a jak się okazało niepotrzebnie (choć, nauka nigdy nie jest niepotrzebna :P ).

Dzisiaj będzie totalny miszmasz. Na początek: T.Love Warszawa

To kojarzy chyba każdy. I’ll Stand By You w wykonaniu The Pretenders. Romantyczny kawałek, taki prosty, świetny.

A to powinni poznać fani filmu Mad Max powinni kojarzyć bez problemu. Tina Turner – We Don’t Need Another Hero - zresztą, większa część ludności też powinna to znać. :)

Matrix ma już 10 lat!

Dokładnie tak. Matrix – element popkultury jakim jest teraz, pojawił się w kinach 10 lat temu. Początkowo nieznany, stał się niemalże hitem, a większość dzieciaków w podstawówkach zaczęła jakoś dziwnie wyglądać, nosić okulary przeciwsłoneczne i wywijać orły na ścianach (o tym, że jak wywineły orła, to trzeba było pojechać do weterynarza nie mówię).

Dzisiaj znowu pomiędzy uczeniem się chemii, a tym, jak jutro nie dać ciała na programowaniu, zrobiłem jutjubowe wykopki. I tak wpadły mi w moje wirtualne łapki dwa świetne filmiki.

Mowa tutaj o Lego Matrixie. W taki niezwykły sposób dwóch Australijczyków postanowiło uczcić to dziesięciolecie tego filmu.Kosztowało ich to 440 godzin pracy, wykorzystali do tego górę klocków Lego i aparat cyfrowy Canon 850IS w efekcie czego udało im się odwzorować jedną, z najsłynniejszych scen z filmu. W dalszej części wpisu możecie zobaczyć dwa znalezione przeze mnie filmy. :)

Czytaj dalej »

Oldsql music – Odcinek 3.

Pora na kolejny odcinek. Będzie prosto, ale jednocześnie mocno filozoficznie i tak jakby… Personalnie. Koniec gadania. Pora na dobranoc… Pfu! Pora na muzykę.

Phil Collins – Another Day in Paradise – Ulubiony kawałek na odstresowanie.  Taki na ciężki dzień, gdy każdy próbował nas wyprowadzić z równowagi. Chyba. Szczególnie w pamięć zapadł mi teledysk. Nie wiem dlaczego.

Eric Clapton – Tears in heaven. Taki kolejny spokojny utwór. Udało mi się ciekawą wersję na YouTube znaleźć, więc wrzucam. Tak, cobyście zauważyli. A o ile dobrze pamiętam, to aż takie trudne nie było do zagrania na gitarze. Więc dobrze jest. :)


Perfect – Autobiografia Ten kawałek, to chyba dzieciaki w przedszkolu nawet znają. Klasyk.

Tutorial9.net udostępnił darmową paczkę dla designerów!

URS

400 ikon, 4 płatne szablony do Wordpressa, 3 płatne szablony do Tumblr, i wiele innych płatnych dodatków dla webdesignera za darmo. Chcecie? No to jak najszybciej ściągajcie tą paczkę z tutorial9.net. To nie jest żart. Wystarczy się zarejestrować w newsletterze (oczywiście, w każdej chwili można z niego zrezygnować), lecz jeżeli chcecie być tak cfani jak ja to TUTAJ macie bezpośredni link do paczki – 25.5 Mb do ściągnięcia. :) Paczkę można będzie ściągać od 9.11 do 16.11, więc migusiem. :)

Żałoba narodowa, a akcja “Znicz”.

Na początek chciałbym przeprosić, jeżeli kogokolwiek urażę tym postem (nie mam takiego zamiaru), ale po prostu chcę wyrazić swoje zdanie i wiem, że część z was zgodzi się ze mną. Podczas ostatniej “żałoby narodowej” na Blipie rozpętała się dyskusja na jej temat i oczywiście jej słuszności. Nie umniejszam tutaj wagi śmierci, czy jej znaczenia, bo każda śmierć nienaturalna jest ogromną tragedią. No cóż. Wikipedia podaje definicję żałoby narodowej tak:

Żałoba narodowa – żałoba ogłaszana przez władze państwowe po śmierci wybitnej osobistości (najczęściej związanej z krajem jej ogłoszenia) lub z powodu wielkiej katastrofy. Może być ogłaszana na skutek tragicznych wydarzeń w kraju, w którym ją zarządzono, ale także jako rodzaj hołdu złożonego ofiarom podobnych zdarzeń (zamach, katastrofa naturalna lub inna) poza granicami państwa.

Ciekawe. Co do pierwszej części nie mam wątpliwości. Ktoś “wielki” dla danego narodu, czy narodów, który w pozytywny sposób przyczynił się dla świata ma prawo być upamiętniony. Tak jak to było z papieżem Janem Pawłem II, którego brak odczuli chyba wszyscy na świecie. Zastanawia mnie teraz druga część. Czy jest jakaś recepta na dobry podział na wielkie i niewielkie katastrofy. Albo czy istnieje jakaś zasada na to. Wątpię. Gdy ostatnio została ogłoszona w Polsce żałoba narodowa przyobiecałem sobie, że gdy będzie akcja znicz, zrobię małe “porównanie” jeżeli o takowym można w tym wypadku w ogóle mówić.

Czytaj dalej »

Oldsql music – Odcinek 2.

To, że przez jakiś czas odcinka nie było, było spowodowane tym, że znowu padłem ofiarą zapalenie krtani, aczkolwiek teraz jest wszystko w porządku. Teraz było ciężkie zdziwienie i zderzenie z rzeczywistością po powrocie do szkoły. Rubryka obiecałem, że będzie stała i taka będzie, chyba że nastąpią NPMO (czyli niespodziewane powody mojej nieobecności). ;) Przy okazji chciałbym wszystkim podziękować za to, co powiedzieli na ten temat w komentarzach i nie tylko, za co bardzo im dziękuję. Przyjęto to dosyć optymistycznie, więc rubryka zostaje! ;)

Tak więc bez większego gadania przechodzimy do części właściwej wpisu – czyli muzyki. Dzisiaj – wedle życzenia MKP oraz “siemaeloeloeloelo” (I tak wiem kto to jest :D ) – wrzucamy trochę polskiego rocka (jeżeli się mylę, to mnie poprawcie). Mam nadzieję, że to docenią ;)

Na początek będzie Dżem – Wehikuł Czasu. To jest chyba kawałek legenda, którego nie trzeba przedstawiać nikomu.

Ten kawałek traktuję bardzo osobiście. Pamiętam, że jakoś słyszałem go w radiu, gdy przechodziłem swego rodzaju kryzys w moim życiu. “Czas krzyzysu” w moim życiu minął, piosenka nadal siedzi w mojej głowie. Tytuł dopowiada chyba reszty historii… Ira – Nadzieja

Trzecia i ostatnia piosenka na dziś. Krótko i treściwie. Perfect – Niepokonani

Będzie więcej! Trzymajcie się.

Sony Ericsson C905

Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwym właścicielem tego telefonu. Wiem, że nie jest już nowość na rynku (został wprowadzony na rynek w 2008 roku w październiku), aczkolwiek i tak jestem z niego dumny. Tym bardziej, że dostałem go za niewielkie pieniądze (tak, dosłownie 1zł),  a możliwości które oferuje są po prostu niesamowite. Szczególnie, gdy wcześniej miało się SE w810i, który złym telefonem nie był, aczkolwiek miał kilka wad.

Sony Ericsson C905

Budowa – slider, czyli rozsuwana. Chodzi gładko, wygodnie. Szczerze mówiąc, nie przepadam za tego typu konstrukcjami. Wolę monobloki. W tym wypadku jest ten “wyjątek” od reguły. Sprawuje się świetnie, zresztą – trudno by było mieć monoblok z wyświetlaczem o przekątnej ekranu wynoszącej 2,4 cala. A tak telefon jest całkiem wygodny w użytkowaniu.

Gniazdo wtyczki do ładowania/słuchawek jest z boku, po lewej stronie obudowy, co przy poprzednich modelach telefonów SE które miałem (czyt. k750i i w810i), było na dole. O wiele wygodniejsze. Niektórzy mogą powiedzieć, że wadą telefonu jest jego waga (136g) – nie dla mnie. Jest w sam raz. Czuć, że trzyma się w dłoni telefon, a nie piórko.

Do wyświetlacza nie mogę się przyczepić. Jak na telefon komórkowy jest wzorowy.

Telefon/rozmowy – naprawdę nie mam ŻADNYCH zastrzeżeń co do jakości rozmów, ani czasu rozmowy. Oczywiście, czas rozmowy jest różny, w zależności od tego, czy korzystamy z GSM czy UMTS (czyli 3G).

Aparat foto – jak na telefon robi naprawdę świetne zdjęcia. 8.1 megapixel, ksenonowa lampa błyskowa, autofokus, rozpoznawanie twarzy, stabilizator obrazu, redukcja czerwonych oczu, funkcja BestPic™ (czyli wykonanie serii 7 zdjęć za jednym zamachem i możliwość wyboru najlepszeg0), Smile Shutter™ i wykrywanie twarzy (zdjęcie zostanie zrobione, dopiero gdy ktoś się uśmiechnie) czy chociażby znaczniki geolokacyjne – pozwalające za pomocą GPS ustawić zdjęcie na mapie.

Bajery, bajerami, wiem. Ale zdjęcia robi naprawdę dobre. Postaram się w najbliższym czasie zrobić parę zdjęć i wam pokazać. Na razie jestem ograniczony czasowo.

Multimedia - jeden z głównych aspektów dla których brałem C905 była wzorowa jakość dźwięku przy odtwarzaniu muzyki. Co prawda, wtedy jeszcze nie było W995, który brałbym dzisiaj w ciemno, ale… ;) Oglądanie filmów też stoi na przyzwoitym poziomie. Jak ktoś będzie miał ten telefon polecam zaopatrzyć się w program Media Go na peceta. Świetnie konwertuje filmy na telefon. Zresztą, nie tylk na telefon, bo również na inne urządzenia marki Sony takie jak Walkmany czy PSP. Sprawują się bardzo dobrze.

Internet - Kolejny ważny dla mnie aspekt. Telefon posiada HSDPA i działa w sieci 3G więc korzystanie z internetu nie sprawia problemów. A w razie, gdy sieć 3G jest niedostępna, można surfować za pomocą EDGE i/lub GPRS. C905 ma wbudowany moduł WI-FI dzięki czemu możliwe jest po podłączeniu się, surfowanie za darmo. Dobra rzecz, szczególnie, gdy w szkole ma się hot-spot ;) Oglądanie filmików na Jubutubie to jedno w ulubionych zajęć przed SISO. ;) Oczywiście, standardową przeglądarkę zamieniłem na Operę Mini.

Nawigacja – Od czasu do czasu może mi się przydać, więc średnio ważne. Wbudowany aGPS. Posiłkuje się internetem w razie potrzeby. Do nawigacji można wykorzystywać mapy Google.

Wrażenia z użytkowania – Bez zastrzeżeń, z wyjątkiem tego, że ten model ma wadę fabryczną, a właściwie źle spasowaną taśmę, która po obluzowania sprawia, że nie działa głośnik słuchawki. Musiałem oddać do serwisu. Pozatym jedyną wadą jaką mogłem się przyczepić na siłę, to brak latarki. K750i to miało. Albo przycisk play/pause którego mi brakuje. Ale nie są to wady, przez które musiałbym rwać włosy z głowy. Jest dobrze. Bateria jest wytrzymała, trzyma mi około tygodnia, półtora, gdy nie korzystam z internetu i nie słucham muzyki – przez korzystanie z tego, wiadome jest chyba, że czas pracy na baterii się skraca. Dobrze pisze się SMSy, nie ma problemów ze zrywaniem połączeń telefonicznych, czy problemów z zasięgiem.

Podsumowanie – Ogólnie rzecz biorąc telefon przypadł mi do gustu. Posiada wiele cech, na których mi zależało, i również kilka zbędnych, aczkolwiek fajnych bajerów. (Krokomierz chociażby – jest aplikacją, którą można łatwo wyłączyć. Tak samo jak opcja bezpośredniego połączania z Facebookiem). Jestem bardzo zadowolony z tego telefonu.

W razie jakichkolwiek pytań, czy do tej pesudorecenzji, czy pytań do telefonu, wiecie gdzie pisać.

PS. Pierwszy raz pisałem coś takiego. Wiec jak będzie źle, to nie zdziwcie się i poprawcie mnie. :)

Oldsql music – Odcinek 1.

Jak większość z was pewnie wie, lubię słuchać muzyki. Czasem oprócz mojego ulubionego Nickelback’u lubię posłuchać takie starsze kawałki, szczególnie z lat 80. i 90. Przypomina mi to momentami czasy mojego dzieciństwa, gdy szalałem w w krótkich portkach na szelkach przy takiej muzyce. :D Od jakiegoś czasu wyszukuję na YouTube, czy Wrzucie starsze kawałki. Pomyślałem, że zrobienie takiej stałej “rubryki” na blogu, gdzie będę wrzucał kilka utworów, będzie dobrym pomysłem. Chciałbym, żeby to była w miarę stała rubryka – przynajmniej zmotywuje mnie to do tego, że nie zaniedbam bloga, jak poprzednio to miało miejsce. :) A więc, dzisiaj moje trzy ulubione starsze kawałki:

La Bouche – Be My Lover – teledysk jest dla mnie co najmniej śmieszny, aczkolwiek piosenkę bardzo lubię.

Mr.President – Coco Jambo – kolejny teledysk, który podczas oglądania przywołuje banan na twarzy, aczkolwiek ten kawałek jest po prostu nie do zapomnienia. Szczególnie, gdy jakiś czas temu puszczaliśmy go na zajęciach z programowania. :D

Haddaway – What is Love? – kawałek jest tak epicki, że bazuje na nim wiele przeróbek na słynnym z0rze » www.z0r.de (Tylko uważajcie przy wchodzeniu na tą stronę – ludzie z epilepsją/lubiący pracować/szanujący swój mózg na tyle, żeby nie zamienił się w galaretę powinni tą stronę omijać szerokim łukiem. :D Zresztą, o z0r.de, flashloop’ach i innych tego typu strona zrobię pewnie jeszcze odpowiedni wpis.) Uwielbiam ten kawałek. PS. Panowie – patrzcie jak ubrana jest ta kobieta wymachująca peleryną. :D

Tak więc – myślę, że na początek to wystarczy. Mój zbiór linków jest całkiem spory, więc starczy jeszcze na kilka, kilkanaście wpisów. Oczywiście, wasze uwagi czy propozycje do wstawek, są mile widziane. Miłego słuchania i oglądania. :)

Relacja z życia. Odc. 1.

“Zmęczenie z wyboru i radość z życia.” Tym jednym stwierdzeniem mogę podsumować to, co dzieje się obecnie w moim życiu od jakiegoś czasu. Dużo nauki, dużo pracy. To dziwne, ale mnie to cieszy. Rozwijam się.

Ciągła walka z “wiatrakami”, z sobą samym, z przeciwnościami losu, ze złośliwością ludzką trwa. I próba ogarnięcia wszystkiego za jednym zamachem. Czasami nawet zamachem stanu. Metodą małych kroczków wychodzi mi to lepiej. Wiem jedno – tym razem, czy jest dobrze, czy źle, mam z kim porozmawiać. To ważne. Nawet nie wiecie jak bardzo.

Czytaj dalej »

“Bękarty Wojny” = FUN

Od jakiegoś czasu miałem ochotę pójść do kina. Mój wybór na “Bękarty Wojny” padł po tym, jak na Blipie sporo osób polecało ten film, jako film fajny, lekki i na którym jest i wartka akcja, i można się pośmiać. Tak więc w piątek (2.10) zaraz po szkole, poszedłem z moim przyjacielem Piotrkiem K., który tak jak i ja jest również zapalonym “kinomaniakiem” i poszliśmy do Cinema City w Arkadii – tam akurat pasowała nam godzina seansu oraz lokalizacja kina, co ma znaczenie, gdy się chce po filmie jak najszybciej wrócić do domu, tym bardziej w piątek wieczór. :)

Na początku przyznam od razu, żebyście nie traktowali tego co teraz napiszę jako recenzję, bo nie jestem pewny, czy wiem, jak dobrze takową napisać. ;)

Film zaczyna się prostymi napisami, niczym w kinie lat 50-60. Nie wiem dlaczego, ale już to spowodowało, że film zaczął mi się podobać. Później już było tylko lepiej. Po pierwszych paru scenach widać, że jest to charakterystyczny film dla Q. Tarantino. Niektóre sceny akcji rozgrywają się tak szybko, że nie wiemy czy się nam “film nie urwał” czy przewrotny, momentami bardzo groteskowy, trochę drastyczny humor sprawia, że wbrew pozorom człowiek naprawdę się dobrze bawi. Szczególnie podobała mi się rola grana Brada Pitta, który zagrał dla mnie wręcz świetnie – szczególnie zapadł mi w pamięć ten jego charakterystyczny sposób mówienia. :D Owszem, jedyne do czego mogę się przyczepić, to to, że film trwa ponad 2h – dla ścisłości 156 minut.

Oglądając ten film powinniście być zadowoleni. Przynajmniej, jeżeli przyjęliście takie oczekiwania, jak ja. Jestem zadowolony – wiem, że nie straciłem tych 17zł wydanych na bilet do kina.

W dalszej części wpisu macie dwa trailery do obejrzenia, jeżeli ktoś jeszcze ich nie oglądał.

Czytaj dalej »